Jestem w podróży. W USA, a tu wszystko jest większe, co nie znaczy, że lepsze.
Zdecydowanie większe są odległości i przejazdy zajmują nam mnóstwo czasu, do moteli zajeżdżamy późno. Zdecydowanie nie wszystko jest lepsze i czasami w motelach jednak nie do końca dobrze działa internet.
Bardzo bym chciał codziennie opisać gdzie byliśmy, wstawić zdjęcia, ale po prostu nie ma na to czasu i możliwości. Stąd opóźnienia. Mam nadzieję to nadrobić, nadchodzące dni wskazują na taką możliwość. Oby się udało.
A co do tej pory widziałem:
Dzień 2 - San Francisko: Chinatown, dzielnica bankowa, przejazd Lombard Street, Coit Tower
Dzień 3 - Bay Moon czyli smakowanie Pacyfiku, oraz znowu San Francisko - przejście Golden Gate
Dzień 4 - Avenue of the Giants, czyli w cieniu sekwoi oraz obrączkowe zaćmienie słońca
Dzień 5 - Yosemite National Park i przekroczenie Sierra Navada
W tym czasie oczywiście zapoznaję się z tutejszą kuchnią, która często jest bardzo nietutejsza, z zasadami ruchu drogowego, które są nieco inne od naszych, oraz próbuję zrozumieć co mówią Amerykanie. A jest to niełatwa sztuka, zwłaszcza w barach, gdzie niezrozumienie drobnego słówka może skutkować ogromnym zdziwieniem, gdy kelner przyniesie zamówienie...
Bez pośpiechu, ważne żebyś wszystko zapamiętał i opisał szczegółowo. Może być później ^_^
OdpowiedzUsuńA może być niechronologicznie?
OdpowiedzUsuńMoże~~
OdpowiedzUsuńpisz pisz, nawet niechronologicznie, bo inaczej wrażenia uciekają...
OdpowiedzUsuńZgadzam się z przedmówcami.
OdpowiedzUsuńZaczynam się martwić.
OdpowiedzUsuńJakbyś miała fejsa, to byś się nie martwiła. Bo tam wrzuca.
OdpowiedzUsuń