Wyprawa taka jak nasza, nie może obyć się bez fotograficznej dokumentacji. Jednak samo zabranie aparatu i pstrykanie fotek to nie wszystko. Boleśnie się o tym przekonuję usiłując uporządkować 35 GB materiału zdjęciowego na dysku laptopa.
Człowiek uczy się na błędach, w czasie następnej wyprawy, jeśli taka się kiedyś odbędzie, już ich nie popełnię. Ku pamięci mojej i wiedzy Waszej, oto o czym należy pamiętać.
Zabierz DWA aparaty: "szybki" (kompakt) i "artystyczny" (lustrzanka). Najlepiej byłoby gdyby aparat "szybki" posiadał funkcję GPS, co nie jest już niczym niezwykłym. Pozwoli to na upamiętnienie miejsca, a później na odnalezienie na mapie jego nazwy, nazwy góry, która majaczyła w oddali, czy miasteczka przez które przemknęliście tak szybko, że jego nazwa nie zapadła nikomu w pamięć. To szczególnie istotne przy wyprawie odbywającej się w tak szaleńczym tempie jak nasza. Brak odpowiednio długiego snu nie pomaga zapamiętywaniu. Po kilku dniach, gwarantuję, nie jest się w stanie przywołać z pamięci wszystkich fotografowanych miejsc.
Dobrym rozwiązaniem może być zwykły notes i zapisywanie w nim krótkiej notatki o co którymś zdjęciu, lub też fotografowanie tablic z nazwami miejscowości, tablic kierunkowych na drogach, nazw przekraczanych rzek.
Jadąc w inną strefę czasową, koniecznie przestaw ją w aparacie. Jeśli nie, uzyskasz czasy powstania zdjęć kompletnie rozjeżdżające się z rzeczywistością.
Jeżeli w drużynie jest więcej aparatów, skoordynujcie w nich czas. Późniejsze przeglądanie zdjęć zgranych na komputer będzie przyjemniejsze. Zobaczycie, sortując pliki według daty powstania, te same miejsca z różnej perspektywy.
Zaopatrz się w na tyle dużą kartę pamięci, by zdjęcia zrzucać na komputer tylko raz dziennie. Unikniesz kłopotów z dublowaniem się nazw plików. 4 GB to zdecydowanie za mała karta.
Zdjęcia zrzucaj na komputer (najlepiej netbook lub mały laptop) za pomocą programu, który od razu je posortuje według daty, sam utworzy foldery i jeszcze wyczyści kartę z przeniesionych plików, np za pomocą googlowej Picassy.
Postaraj się o dodatkowy nośnik pamięci, najlepiej dysk zewnętrzny, na którym rób kopie zdjęć przeniesionych na komputer i przechowuj go w innym miejscu. Kradzieże się zdarzają, a przy "wyprawie życia" utrata pamiątkowych zdjęć będzie boleśniejsza niż utrata komputera. Bądź co bądź - tylko przedmiotu.
Jeżeli w drużynie są aparaty tej samej marki, warto w jednym z nich ustawić inną nazwę pliku, by - jak wyżej - uniknąć kłopotów z dublowaniem się nazw.
Sprawdzaj po 100 razy ustawienia aparatu. Przy którejś z kolei zmianie czułości matrycy, traci się nad tym kontrolę i nagle okazuje że robisz zdjęcia w pełnym świetle przy 3200 ISO.
Klapka na obiektyw aparatu "artystycznego" (lustrzanki) potrafi doprowadzić do szału. Ciągle gdzieś ginie. Robiąc zdjęcia z jadącego auta odkładasz ją na siedzenie i za chwilę nie możesz jej znaleźć. Widziałem aparat, który miał klepkę na pasku, ale nie zanotowałem w pamięci co to było. Pod rozwagę, mnie doprowadzała ona do szału.
Bądź uciążliwy dla drużyny i gdy oddajesz im swój aparat w ręce, byś wreszcie i ty miał jakieś zdjęcie, zakładaj im pasek na szyję. Bezwzględnie.
Jeżeli mianowano cię fotografem wyprawy, postaraj się wywalczyć sobie miejsce na przednim siedzeniu auta. Przy 75 mph robiąc zdjęcia z bocznego okna uzyskasz tylko malownicze... smugi.
Bardzo możliwe, że dalsze przeglądanie zdjęć zaowocuje kolejnymi przemyśleniami.
Helou. Właściwie nie musisz koniecznie zaopatrywać się w dodatkowy dysk (który może się zgubić, albo co). Możesz spróbować przechowywać zdjęcia w chmurze.
OdpowiedzUsuń35 GB? Poza tym, gdybym mógł wysyłać zdjęcia w chmury, to i wpisy z wyprawy by się pojawiały. Niby USA, a problemy z dostępem do sieci były w zasadzie w każdym miejscu, gdzie nocowaliśmy. Tam gdzie nie nocowaliśmy - nie było czasu na zabawy z wysyłaniem zdjęć. Albo też nie było internetu ;)
OdpowiedzUsuńa do porządkowania zdjęć z niezsynchronizowanych lub źle ustawionych aparatów polecam EXIF Date Changer (chociaż oczywiście łatwiej, gdy jednak są zsynchronizowane i nastawione.
OdpowiedzUsuń